Archiwum kategorii: teatr

Waldemar Świerzy, Filozofia po góralsku

Waldemar Świerzy [1931–2013], Filozofia po góralsku, 2005, Teatr Studio im. Stanisława Ignacego Witkiewicza, Warszawa

tekst: Dawid Góras (03.09.2020)

Autorem powyższej pracy jest Waldemar Świerzy – polski artysta plakatu i jeden z najbardziej rozpoznawalnych twórców grafiki użytkowej zarówno w Polsce, jak i na świecie. Swoją twórczością przyczynił się do rozwoju Polskiej Szkoły Plakatu (zob. też inne dzieła artysty w naszej kolekcji: Warszawska Jesień 67, Warszawska Jesień 69, Król Roger).

Plakat ten zapowiadał spektakl teatralny Filozofia po góralsku przygotowany przez Teatr Studio im. Stanisława Ignacego Witkiewicza w Warszawie w 2005 roku. Dzieło sceniczne swoim tytułem nawiązuje do jednej z najbardziej znanych szerokiemu gronu odbiorców książek Józefa TischneraHistorii filozofii po góralsku[1].

Kompozycja zawiera dwie charakterystyczne dla twórczości Świerzego cechy. Po pierwsze, autor umieścił na niej ludzką podobiznę, co uznawane jest za jedną z jego największych zasług dla sztuki plakatowej[2]. Wcześniej plakaty miały charakter raczej aluzyjny, metaforyczny, a na pewno nie prezentowały wprost głównych bohaterów filmów, czy innych wydarzeń kulturalnych. Monika Małkowska podaje, że pierwszym plakatem artysty z wykorzystaniem portretu była już Czerwona oberża (1955), a konwencja stylistyczna podobnego typu, co ta zastosowana w Filozofii po góralsku, pojawiła się w afiszu promującym udział Tadeusza Brzozowskiego w XIII Biennale w Sao Paulo w 1975 roku[3]. Świerzy, portretując jakąś postać na plakacie, zawsze starał się wydobyć jej najlepsze cechy. Zaprezentowany wizerunek ks. prof. Tischnera wydaje się oddawać jego ciepło i refleksyjną naturę. Dzięki zastosowaniu delikatnej perspektywy z dołu, widz odnosi wrażenie, że ma przed sobą człowieka ze wszech miar przepełnionego godnością.

Drugą cechą kojarzoną z dorobkiem Świerzego jest, widoczna także i w tym plakacie, malarskość przedstawienia. „Zrównanie formy plakatu z formą obrazu”[4] jest – jak zauważa Małkowska – zabiegiem, który zapewnił autorowi unikatowość i przyczynił się do jego sukcesu. Patrząc na dzieło z bliska, widz nie byłby w stanie rozpoznać co zostało na nim ukazane – jedyne co widać, to plątaniny przypominające odręczne pismo. Wizerunek ks. Tischnera ukazuje się dopiero wtedy, gdy spoglądamy na dzieło Świerzego z odpowiedniej odległości. Odbiorca, który wie, jak wygląda autor Historii filozofii po góralsku z daleka rozpozna, że na plakacie jest ukazany właśnie Tischner, natomiast jeśli ta sama osoba podejdzie na tyle blisko, że nie będzie mogła objąć wzrokiem całości obrazu, to prawdopodobnie stwierdzi, że zamiast wizerunku Tischnera ma przed sobą jakieś dzieło Pollocka.

Znaną praktyką Świerzego było „opisywanie” ludzi, którzy są ukazani na jego plakatach, poprzez kompozycję i styl w jakim został wykonany portret. Innymi słowy, kształty plam czy kresek, ich gęstość i proporcje do całości kompozycji artysta dobierał indywidualnie, w zależności od portretowanej osoby. Wydaje się, że powyższy plakat można zinterpretować metaforycznie – wizerunek Tischnera wyłania się z wielu linii, które przypominają, szczególnie w dolnej partii obrazu, pismo odręczne. Może się to odnosić do tego, że filozof w swoich pismach, kierowanych do szerokiego grona odbiorców, przekazuje cząstkę siebie. Nie są to suche traktaty oderwane od swojego autora, lecz wręcz przeciwnie, teksty przesiąknięte osobowością twórcy. Fakt, że duch Tischnera jest obecny zarówno w treści, jak i formie jego dzieł, umożliwia czytelnikom odtworzenie na ich podstawie tego, jakim człowiekiem był Tischner. To właśnie poprzez lekturę pism filozofa z Podhala jesteśmy w stanie odtworzyć sobie jego wizerunek.


[1] Józef Tischner, Historia filozofii po góralsku, Wydawnictwo Znak, Kraków 2018. Książka ta, będąca filozoficznym bestsellerem, napisana jest w formie gawęd, w których autor zapoznaje czytelnika ze starożytnymi filozofami, przedstawiając ich jako podhalańskich górali.  
[2] Monika Małkowska, Chciałem zostać artystą, a zostałem Świerzym, w: Waldemar Świerzy, red. Andrzej Stroka, Armarium, Warszawa 2000, s. 19.
[3] Tamże, s. 18–20.
[4] Tamże, s. 19.

Paweł Nowosławski, Rozmowy z diabłem…

Paweł Nowosławski, Rozmowy z diabłem. Wielkie kazanie księdza Bernarda,  premiera 19.02.2006, Teatr Scena STU, Kraków

tekst: Jakub Kokoszka (25.05.2019)

Co skrywa mnisi habit księdza Bernarda? Jego ogniste kazanie przepełnione jest troską i reprymendą. Co więc wzbudza podejrzenia? Dziwne zdają się być jego nauki o tym, że zło tylko złem można zwalczać, a grzech innym grzechem. Skąd pochodzą takie nauki? Czyż nie z piekła? To niemożliwe! To nieprawda! A jednak! Kim więc jest ksiądz Bernard? Czy jest to możliwe, że jest on… diabłem?

W odkryciu tej tajemnicy rolę odgrywa stalowy tron, którego tak kurczowo trzyma się grany przez Jerzego Trelę mnich, widniejący na plakacie promującym spektakl Rozmów z diabłem. Wielkie kazanie księdza Bernarda w reżyserii Krzysztofa Jasińskiego[1]. Oto kwintesencja opisu postaci: „Miotający się po scenie kaznodzieja zrywa w końcu z siebie sutannę. Zasiada na stalowym tronie, u którego boków wystrzeliwują ogniste słupy. Fotel, opadając do tyłu, wyrzuca mówcę […], [który później] […] „w eleganckim czarnym garniturze i purpurowym krawacie, ulokowany na powrót w fotelu, patrzy po twarzach zebranych wszystkowiedzącym, zmęczonym wzrokiem starego, mądrego czarta”[2].

Monodram oparty jest na traktacie Leszka Kołakowskiego o tym samym tytule[3]. Plakat przedstawia zdjęcie ze spektaklu autorstwa Pawła Nowosławskiego, fotografa związanego z krakowskim Teatrem Scena STU.  


[1] O spektaklu: https://www.scenastu.pl/spektakle/rozmowy-z-diablem.
[2] Janusz R. Kowalczyk, „Rozmowy z diabłem” – pracowita siedemdziesiątka Jerzego Treli, https://culture.pl/pl/wydarzenie/rozmowy-z-diablem-pracowita-siedemdziesiatka-jerzego-treli.
[3] Leszek Kołakowski, Rozmowy z diabłem, Wydawnictwo Prószyński i S-Ka, Warszawa 2011.

Jan Lenica, Wesele

Jan Lenica [1928–2001], Wesele (Stanisław Wyspiański), reż. Zofia Modrzewska, Teatr im. Juliusza Osterwy, Lublin, premiera 28 listopada 1964 [1]

tekst: Kacper Kaczmarek (19. 03. 2019)

Dobrze znany prawilnym Polakom dramat,
a tym bardziej uważnym,
sztuka Stanisława Wyspiańskiego.
Wesele: do północy śmiechy, gwara, tańce, hulańce.
Po północy: Ci sami zawadiacy, wąsaci wujowie,
wilgotne wąsy zadzierają i mierzą w siebie lufy,
wcześniej wspólnie wypite.
Kultury próżno szukać, gdy prażą się styki,
tak też pojedynek to raczej
cieniu kulturystyki niż retoryki.

Wesele Wyspiańskiego w podobnym tonie przedstawia też sprawy wyższej rangi:

organizm z dwoma chorymi organami
– polską inteligencją i chłopami

Jan Lenica (zob. też tutaj) rewelacyjnie zilustrował esencję dramatu. Purpurowe tło symbolizuje nie tyle krew, co historyczny strup rzezi galicyjskiej, który – gdy zostanie rozdrapany – doprowadzi do ponownego rozlewu. Próżność, brak zrozumienia i rozbieżność w poglądach zmierzają do poplątania języków. Boleść i jad rzucają płachtę niezrozumienia, nawet gdy obie strony mówią jednym głosem. Lenica przedstawia to w postaci spersonifikowanego nowotworu zaburzającego równowagę organizmu i kompozycji. Autor plakatu wprowadza zaledwie parę elementów, które pozwalają bez problemu rozróżnić strony sporu. Otwarte usta, przeciwne kierunki i wzburzenie sugerują kłótnię, w której tkwią postacie. Trzecią z głów (a tak naprawdę pierwszą) umiejscowioną w centrum plakatu, można odczytywać na dwa sposoby: jako twardo osadzoną Polskę, w kierunku której zwrócony jest wzrok chłopów i inteligencji, albo jako postać Stanisława Wyspiańskiego, który, wkładając buty Temidy, brał udział w weselu – gdy wszyscy się bawili, on w spokoju obserwował scenariusz przyszłej sztuki.


[1] Pełne informacje na temat spektaklu: http://encyklopediateatru.pl/przedstawienie/14471/wesele.