Roman Cieślewicz [19301996], Rozstanie. Komedia sentymentalna, 1960, reż. Wojciech Has, melodramat[1]

tekst: Jędrzej Janicki (23.06.2020)

„Zawsze dążę do tego, żeby obraz był maksymalny i informacja była maksymalna. Trzeba działać na maksimum wyobraźni” – takie oto swoje artystyczne credo wyłożył swego czasu Roman Cieślewicz.[2]  Wyznanie to śmiało można również uznać za dominujący sposób postrzegania pozycji artysty przez twórców związanych z Polską Szkołą Plakatu. Samą kompozycję stworzoną przez Cieślewicza na potrzeby pokazów filmu Rozstanie Wojciecha Hasa (znanego głównie z potężnej epopei Rękopis znaleziony w Saragossie) uznać można z jednej strony za esencję Polskiej Szkoły Plakatu, a z drugiej za dzieło pozostające na zupełnych obrzeżach tego nurtu…

Wydaje się, że w kontekście tego dzieła kluczowe okazuje się słowo „kompozycja”. To właśnie ona najbardziej przykuwa uwagę do tego nietypowego przedstawienia. Plakat ukazany jest w orientacji poziomej, a jego zasadniczą część stanowi ozdobny napis „Rozstanie”. Wzornictwo liter odbiega nieco od tego najchętniej stosowanego przez plakacistów współczesnych Cieślewiczowi. Zamiast minimalistycznej czcionki oczom naszym ukazują się secesyjne, bardzo efektowne zawijasy. Owo barokowe wręcz zacięcie (wizualnie bezdyskusyjne w drugiej wersji plakatu z wielkim puttem) widoczne jest już w tytule filmu, lecz swoją wyrazistą ekspansję osiąga dopiero w sposobie zapisu obsady filmu (a ta była nie byle jaka, aktorzy Lidia Wysocka, Władysław Kowalski czy Gustaw Holoubek oraz ówczesna pierwsza dama polskiej piosenki, Sława Przybylska). Z drugiej jednak strony widać w dziele tym również pewne cechy, które przewijają się także w innych plakatach Cieślewicza. Monochromatyczne czarne tło oraz prześwitujący fiolet znamy już chociażby ze znakomitego plakatu tegoż twórcy do Cudownego mandaryna Bartóka.

Z dużą dozą niepewności oraz namysłu używać należy wobec tej pracy terminu „plakat”.  Przedstawienie Cieślewicza, pozbawione wszelkiej figuratywności, bliższe jest być może ascetycznym afiszom, które zapowiadają wydarzenia artystyczne, w pośpiechu rozklejanym w przypadkowych miejscach każdego z miast… Dziełu Cieślewicza nie sposób odmówić jednak swoistej ornamentyki i dekoracyjności. Formalnie być może faktycznie praca ta nie byłaby reprezentatywna dla Polskiej Szkoły Plakatu, gdyż brak w nim figuratywności, symboliki czy nieoczywistych skojarzeń. Dzieło Cieślewicza uchwytuje jednak inny wymiar Polskiej Szkoły Plakatu. Widz, obcując z tą pracą tak naprawdę prowadzi swego rodzaju dialog z dwoma dziełami – samym plakatem Cieślewicza oraz filmem Hasa. Plakat ten, jak chyba żaden inny, w pełni nakierowany jest na ową intertekstualną interpretację. Rozumiany i odczytywany jako dzieło samo w sobie nie wywiera aż tak piorunującego wrażenia. Dopiero w kontekście filmu Hasa plakat Cieślewicza zaczyna świecić pełnym blaskiem. Blaskiem nie tyle czystego przeżycia estetycznego, co raczej intelektualnej gry prowadzonej na linii dzieło – dzieło – odbiorca.


[1] O napięciu pomiędzy podtytułem filmu a klasyfikowaniem go jako melodramat mówi w wykładzie Kino Muz. Obrazy W. J. Hasa wygłoszonym w ramach Akademii Polskiego Filmu Paulina Kwiatkowska:

[2] Podaję za: Jerzy Brukwicki, Roman Cieślewicz, marzec 2004, Culture.pl, https://culture.pl/pl/tworca/roman-cieslewicz.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *